Supermoce XXI wieku

Jak wielu z nas spędzam wiele godzin na przechadzaniu się po zaułkach i głównych arteriach sieci. Często znajduje tam całą masę niepotrzebnych nikomu informacji. Zdarza mi się jednak trafić na prawdziwą perełkę. Ostatnio znalezionym skarbem jest blog państwa Gates. Autorzy przypominają w nim o ważnych, ale z pozoru prostych, wydawałoby się oczywistych sprawach.



W jednym z tekstów Melinda i Bill Gates piszą o supermocach, jakie chcieliby posiadać. Do przemyślenia tej kwestii zainspirowała ich młodzież. Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, kiedy czytam wstęp do tekstu, to refleksja mówiąca, że tak potężni ludzie, jak Bill i Melinda Gates, nie mogą marzyć o supermocach, są przecież całkiem superpotężni, superzdolni finansowo do tego, by mieć w zasadzie wszystko, czego zapragną. Pozytywnie jednak zaskakuje mnie ich podejście do sprawy. Obydwoje mają bardzo rzetelne i rzeczowe spojrzenie na współczesny świat. Czym dla ludzi, którzy odnieśli spektakularny sukces są współczesne supermoce? Dla Billa to zwiększenie ilości i dostępności energii; dla Melindy – pomnożenie czasu.
Szczególnie ciekawe wydają się być rozważania Melindy. O pomnożeniu czasu nie wypowiada się ona w kategoriach baśniowego zwiększenia jego dostępności, cudownego wydłużenia doby, niezwykłego przemnożenia minut. Konwencja opowieści o supermocach nie zwodzi pani Gates w stronę science fiction. Melinda patrzy na czas jako na dobro, którego dystrybucja nie przebiega sprawiedliwie w rozmaitych obszarach – począwszy od zamożności krajów i ich mieszkańców, aż po niezależną od stopnia rozwoju i potencjału finansowego płeć. Melinda zwraca uwagę na niebadane zjawisko zróżnicowania dostępności do zasobu jakim jest czas w grupie mężczyzn i kobiet. Gender gap  to nie tylko płace i wykształcenie, to przede wszystkim czas.
Uderzającym exemplum w opowieści Melindy jest historia rodziny z Tanzanii. Ona – przeprowadza się po ślubie do wioski męża, codziennie rano wstaje o piątej, rozpala ogień, przygotowuje śniadanie, potem wybiera się w daleką podróż po wodę, wraca – przygotowuje lunch, następnie zbiera drewno na dzień następny, by znowu wrócić do domu i kontynuować codzienne, prace domowe. Pewnego dnia mówi dosyć, pakuje się, czeka na męża na schodach ich domu. Nie jest w stanie opiekować się dzieckiem i żyć dłużej przy takim poziomie obciążenia obowiązkami. Prosi małżonka tylko o jedną rzecz, aby to on zajął się dostarczaniem wody do ich domu. On – zgadza się, dzielnie znosi żarty sąsiadów, którzy nie pomagają swoim żonom. W miarę upływu czasu jego postawa przestaje być dziwna, znajduje coraz więcej naśladowników. Co więcej, cała wioska podejmuje decyzję o budowie zbiornika do agregacji wody deszczowej. Dzięki niemu jej pozyskiwanie nie jest już tak czasochłonne.
Do czego inspiruje nas historia przywołana przez Melindę? Mnie przede wszystkim skłania do przemyślenia takich kwestii, jak podział obowiązków, ergonomia w moim domu, która ma niebagatelny wpływ na czas, jaki poświęcamy na prace domowe (od ergonomii właśnie Melinda rozpoczyna rozważania o czasie), ale też o koszcie czasu poświęconego na wykonywanie rozmaitych obowiązków domowych.
Z raportu OECD przygotowanego w 2014 roku wynika, że kobiety w Europie poświęcają dwukrotnie więcej czasu na wykonywanie nieodpłatnej pracy niż mężczyźni, którzy naturalny sposób są zwalniani z wielu obowiązków domowych. Dajemy wielkie społeczne przyzwolenie na znaczące ograniczanie szans kobiet na rozwój i osiągnięcie sukcesu. Dlaczego tak jest? Być może warto zainspirować się rozważaniami Melindy Gates. Serdecznie polecam. Przeczytajcie: https://www.gatesnotes.com/2016-Annual-Letter

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza