Czas przed ekranem (1)

Za czasów naszego dzieciństwa słyszeliśmy o szkodliwości oglądania telewizji. Później o szkodliwości pracy przed monitorem komputerowym. Mówię o szkodliwości w rozumieniu medycznym - problem dotyczył zwłaszcza monitorów i telewizorów kineskopowych, których zasada działania wymagała wysyłania wiązki elektronów (promieniowania) w stronę luminoforu na przedniej części bańki kineskopu, przed którą zasiadał widz telewizyjny czy też pracownik biurowy…

Dzisiejsze ekrany działają na zupełnie innej zasadzie, ale nadal mogą szkodzić, zwłaszcza, że mamy je wszędzie - w kieszeni w formie telefonu, w torebce w formie laptopa, w pracy jako 24” monitor, w domu na ścianie jako 55” telewizor.
Powszechna dostępność treści powoduje, że w każdymi miejscu i o każdym czasie możemy sięgnąć po nie, na mniejszym lub większym ekranie, w tramwaju, w łóżku, w poczekalni u dentysty. Sami wiemy, jak trudno jest się oderwać i jak często ekran, zwłaszcza ten najmniejszy, smartfona,  zastępuje nam książkę czy konwersację ze znajomymi i bliskimi.
Natychmiastowa dostępność treści do konsumpcji, kolejnego filmiku, prostej gry zręcznościowej czy nawet artykułu z poczytnego, opiniotwórczego tygodnika w wersji online powoduje, że ekran przesłania nam rzeczywistość.
Problem dotyka nie tylko nas, ale również naszych dzieci. Żyjemy w czasach, w których dzieci od najmłodszych lat mają częsty kontakt z nowymi technologiami. Dla nich internet to oczywistość. Natychmiastowa dostępność rozrywki, informacji, znajomych, rodziny. Gdy my zastanawiamy się jak coś działa, dzieci przyjmują technologię jako rzecz daną, naturalną. Dla nich facebook, tweeter, snapchat jest tak naturalny jak dla nas woda z kranu i prąd w gniazdku w ścianie. Po prostu jest od kiedy są na świecie, jest ich naturalnym środowiskiem.
Niestety, ta natychmiastowa i powszechna dostępność uzależnia, a świat wirtualny przesłania świat rzeczywisty. W świecie, w którym teksty dzieli się na strony po dwóch akapitach, by umieścić je obok lub pod zdjęciem i zmieścić reklamę; w świecie, w którym nudny film się przewija na youtube lub włącza natychmiast drugi; w którym wiadomości czyta się, otwierając serię zakładek w przeglądarce i po pierwszych akapitach albo się kontynuuje, albo natychmiast zamyka zakładkę, ciężko jest cyfrowym tubylcom, jakim są nasze dzieci utrzymać koncentrację podczas lekcji lub pracy nad zadaniem domowym, przeczytać książkę czy długi, poważny tekst naukowy.
Kiedy najmłodsi spędzają dużo czasu przed ekranem, prędzej czy później pojawia się dylemat, czy robią to, co powinny, czy my powinniśmy na to pozwolić? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam, ale jeśli już zdecydujemy się na wprowadzenie ograniczeń, to stajemy przed problemem, jak ograniczyć czas, który dziecko spędza przed ekranem.
Równie ważnym zagadnieniem są treści, do których dziecko ma dostęp – pod naszą opieką i bez niej. W zależności od wieku będziemy akceptować różne treści, a w Internecie znajdziemy też treści, których nie będziemy akceptować bez względu na wiek naszej pociechy.

Podchodząc do tematu systematycznie musimy opanować dwie sytuacje – gdy mamy bezpośrednią kontrolę nad tym, co robi nasze dziecko i gdy jej nie mamy.


Ciąg dalszy nastąpi :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza